Motto:
Wybory to „święto
demokracji”,
Ale nie dla „totalnej
nacji”!
/ sąsiad – poeta /
Witam.
Zgodnie z przepisami
polskiej Konstytucji, w dniu 5 lutego 2020 pani marszałek Sejmu
wyznaczyła termin wyborów prezydenckich na 10 maja 2020 roku.
I wszystko grało, nikt
nie pyszczył, nawet „totalna opozycja” czy „wraże media”!
Kampania wyborcza ruszyła,
kandydaci zbierali podpisy poparcia (zgłoszono 35, podpisy zebrało
19), a tak naprawdę liczy się bodaj sześciu – aktualny
prezydent Andrzej Duda (PiS), Małgorzata Kidawa-Błońska (PO),
Władyslaw Kosiniak-Kamysz (PSL), Robert Biedroń (SLD), Szymon
Hołownia (TVN), Krzysztof Bosak (Konfederacja), oraz może jeszcze
Marek Jakubiak (Federacja dla Rzeczypospolitej), ale tylko jako
ewentualny „joker” przy politycznych rozgrywkach.
Dopiero w dniu 4 marca
(teraz mamy stan 3627/79), odnotowano w Polsce „pacjenta zero”
zarażonego koronawirusem, było to w woj. lubuskim, tu ciekawostka –
do teraz województwo to jest na szarym końcu ilości zarażeń,
bez ofiar!
A w tzw. międzyczasie
kampania wyborcza trwa – ale coraz wyraźniej widać, że jedyny
poważny kandydat to obecny prezydent, a pozostali to albo „chłopcy
w rajtuzach” (Biedroń, Hołownia, Bosak), albo w „krótkich
spodenkach” (Kosiniak-Kamysz), albo „dziewczynka z zapałkami”
(Kidawa-Błońska)!
Zwłaszcza ta ostatnia
dała taki popis „przejęzyczeń i gromko wygłaszanych bzdur”
(podałem to w jednym z poprzednich B.), że w Platformie, wciąż
dla zwanej Obywatelską, zapanowało przerażenie – z taką
„kandydatką” nie mamy żadnych szans, nawet na drugą turę!
A termin wyborów zbliża
się nieubłaganie – co tu można zrobić?
I jakiś „genialny
strateg” (Tusk?), wymyślił – wybory w terminie ustalonym odbyć
się nie mogą, ten, co je będzie chciał przeprowadzić, będzie
miał „krew na rękach”!
No i się zaczęło –
wezwanie to przejęli wszyscy „kandydaci opozycyjni”, a wielu z
nich „twórczo” je rozwinęło – nie tylko „krew na rękach”,
ale przecież, „wicie, rozumicie”, to jest niezgodne z
Konstytucją!
I bardzo wielu Polaków
dało się na to nabrać – prezydenckie wybory zorganizowane w
„terminie konstytucyjnym” są niezgodne z Konstytucją!
Sam pisałem (B. 16/20),
że wybory należy przełożyć, najlepiej o rok co najmniej (powody
i sposoby były inne niż tu podane), ale nie wpadłem wtedy na to
(tu jakiś „genialny strateg” z PiS zadziałał – Prezes?), że
można by je przeprowadzić „w całości korespondencyjnie”!
A przecież jest to
wyjście na „czas kryzysu” najlepsze – niezależnie od tego, że
prezydent Donald Trump o wyborach amerykańskich mówi – nie
powinno to być głosowanie korespondencyjne, każdy powinien
głosować „wraz z identyfikatorem wyborcy” (?), gdy tymczasem
demokratka Nancy Pelosi, która Trumpa nienawidzi, głosowanie
korespondencyjne popiera! Tak nawiasem – Trump jest raptus, a
wybory są tam w listopadzie, wiele się jeszcze może zmienić, a
poza tym – tam wybory prezydenckie odbyły się nawet w czasie II
wojny światowej (1940, 1944), która nie była chyba mniej groźna
od „chinki”?
Ale wracamy do Polski.
Gdy pojawił się pisowski
projekt „głosowania korespondencyjnego”, nagle (?) uaktywnił
się Jarosław Gowin, szef „Porozumienia” (!), jeden z
koalicjantów Zjednoczonej Prawicy, który rzucil pomysł taki –
zmieniamy Konstytucję, wybory przesuwamy o dwa lata, kadencja
prezydenta wynosić będzie teraz 7 lat, ale jednorazowo! Czyli
prezydentowi Dudzie gwarantujemy dwa lata jeszcze, ale jednocześnie
jego ewentualną drugą kadencję (razem 10 lat!), uniemożliwiamy.
PiS to poparł niby (czego
się nie robi dla Polski!), ale jest to nie tylko „naprawdę”
niekonstytucyjne, ale „po ludzku” idiotyczne – wyborcy
wybrali prezydenta na 5 lat, z możliwością drugiej kadencji, a tu
taki numer!
Jeżeli już, to taką
zmianę można by zaproponować dopiero po wyborach prezydenckich, w
trakcie drugiej kadencji Andrzeja Dudy, nie wcześniej!
Jak to naprawdę będzie,
może się okazać już w poniedziałek, bo Sejm ma na ten temat
debatować, ale na dzisiaj koncepcja „korespondencyjna” wydaje
się być jak najbardziej „na czasie” - „chiński wirus”
wciąż atakuje (przy okazji – podobnież w Chinach, które już
niby wirusa pokonały, ponad 10 milionów abonentów nagle
zrezygnowało z telefonu komórkowego – może są już w niebie?),
nikt tak naprawdę nie wie, kiedy to się skończy, a żadnej
gwarancji nie ma, że do jesieni.
Do 10 maja czasu zbyt dużo
już nie ma, ale gdyby Sejm przyklepał to już w poniedziałek, a
Senat (bo „marszałek koperta” ma do „kopertowego” systemu
urazę!) przetrzymał to nawet 30 dni, to ustawa mogłaby „wejść
w życie” już 6 maja.
A wybory 10 maja!
Zabraknie czasu na
wysłanie, odbiór i odesłanie kopert z głosami.
Może jednak Senat się
opamięta i puści to w trybie nagłym?
Patrząc na fizys i
maniery „marszałka koperty”, za bardzo bym na to nie liczył.
Co prawda PiS może
„pokombinować” ze stanem nadzwyczajnym (o tym myślałem
„powyżej”) i termin wyborów odwlec na przykład o miesiąc, co
pozwoliło by we wszelkich terminach się zmieścić, ale czy na to
pójdzie?
Pożyjemy, zobaczymy, ale
sprawa jest nad wyraz poważna – a takiej paskudnej opozycji nie ma
w całej Europie, a może i świecie!
Czym Polska sobie na takie
„totalne świństwo” zasłużyła?
Wiem, wiem – 123 lata
zaborów, dwie wojny światowe, 5 lat okupacji niemieckiej, 45 lat
okupacji sowieckiej, 30 lat „wolności” pod egidą „różowych
i czerwonych” (Unia Wolności, PZPR) – ale jak długo można
Polaków tłumaczyć „trudną przeszłością”?
Przecież dzisiaj dla
wszystkich powinno być jasne – Prawo i Sprawiedliwość idealne
wprawdzie nie jest, ale „oczywistą oczywistością” jest, że
Platforma, wciąż dla jaj zwana Obywatelską oraz wszelkie obecne
„popłuczyny po PZPR” (SLD, teraz dla jaj zwane Nowa Lewica,
ZSL, wciąż dla jaj zwane PSL, czy Konfederacja, wciąż dla jaj
zwana prawicową), które nigdy nic dobrego dla Polski nie zrobiły –
już dawno wyrzucone powinny być na „śmietnik historii”!
Ale wciąż żyją, mało
tego – bezczelnie swe wraże łby podnoszą, pouczają nas, a nawet
grożą, ponownie Polskę chcąc zbawiać!
Cały czas twierdziłem,
że Polacy idiotami jednak nie są – czyżbym się mylił?
Jedno zdanie o Unii
Europejskiej na koniec – to już chyba jej koniec!
Ta banda europejskich
biurokratów już zupełnie zatraciła resztki przyzwoitości,
domagając się od Polski, by ta „rzetelnie informowała” o
zaangażowaniu UE w „zwalczaniu pandemii koronawirusa”!
Polska powinna zatem
„rzetelnie poinformować” wszystkich - nic dobrego tu nie
zrobiliście, unijni „biurokratyczni debile”!
Do zobaczenia.