Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 kwietnia 2020

B.N. 19/20. IMPRESJE WYBORCZE.

Motto:
Wybory to „święto demokracji”,
Ale nie dla „totalnej nacji”!
/ sąsiad – poeta /

Witam.
Zgodnie z przepisami polskiej Konstytucji, w dniu 5 lutego 2020 pani marszałek Sejmu wyznaczyła termin wyborów prezydenckich na 10 maja 2020 roku.
I wszystko grało, nikt nie pyszczył, nawet „totalna opozycja” czy „wraże media”!
Kampania wyborcza ruszyła, kandydaci zbierali podpisy poparcia (zgłoszono 35, podpisy zebrało 19), a tak naprawdę liczy się bodaj sześciu – aktualny prezydent Andrzej Duda (PiS), Małgorzata Kidawa-Błońska (PO), Władyslaw Kosiniak-Kamysz (PSL), Robert Biedroń (SLD), Szymon Hołownia (TVN), Krzysztof Bosak (Konfederacja), oraz może jeszcze Marek Jakubiak (Federacja dla Rzeczypospolitej), ale tylko jako ewentualny „joker” przy politycznych rozgrywkach.
Dopiero w dniu 4 marca (teraz mamy stan 3627/79), odnotowano w Polsce „pacjenta zero” zarażonego koronawirusem, było to w woj. lubuskim, tu ciekawostka – do teraz województwo to jest na szarym końcu ilości zarażeń, bez ofiar!
A w tzw. międzyczasie kampania wyborcza trwa – ale coraz wyraźniej widać, że jedyny poważny kandydat to obecny prezydent, a pozostali to albo „chłopcy w rajtuzach” (Biedroń, Hołownia, Bosak), albo w „krótkich spodenkach” (Kosiniak-Kamysz), albo „dziewczynka z zapałkami” (Kidawa-Błońska)!
Zwłaszcza ta ostatnia dała taki popis „przejęzyczeń i gromko wygłaszanych bzdur” (podałem to w jednym z poprzednich B.), że w Platformie, wciąż dla zwanej Obywatelską, zapanowało przerażenie – z taką „kandydatką” nie mamy żadnych szans, nawet na drugą turę!
A termin wyborów zbliża się nieubłaganie – co tu można zrobić?
I jakiś „genialny strateg” (Tusk?), wymyślił – wybory w terminie ustalonym odbyć się nie mogą, ten, co je będzie chciał przeprowadzić, będzie miał „krew na rękach”!
No i się zaczęło – wezwanie to przejęli wszyscy „kandydaci opozycyjni”, a wielu z nich „twórczo” je rozwinęło – nie tylko „krew na rękach”, ale przecież, „wicie, rozumicie”, to jest niezgodne z Konstytucją!
I bardzo wielu Polaków dało się na to nabrać – prezydenckie wybory zorganizowane w „terminie konstytucyjnym” są niezgodne z Konstytucją!
Sam pisałem (B. 16/20), że wybory należy przełożyć, najlepiej o rok co najmniej (powody i sposoby były inne niż tu podane), ale nie wpadłem wtedy na to (tu jakiś „genialny strateg” z PiS zadziałał – Prezes?), że można by je przeprowadzić „w całości korespondencyjnie”!
A przecież jest to wyjście na „czas kryzysu” najlepsze – niezależnie od tego, że prezydent Donald Trump o wyborach amerykańskich mówi – nie powinno to być głosowanie korespondencyjne, każdy powinien głosować „wraz z identyfikatorem wyborcy” (?), gdy tymczasem demokratka Nancy Pelosi, która Trumpa nienawidzi, głosowanie korespondencyjne popiera! Tak nawiasem – Trump jest raptus, a wybory są tam w listopadzie, wiele się jeszcze może zmienić, a poza tym – tam wybory prezydenckie odbyły się nawet w czasie II wojny światowej (1940, 1944), która nie była chyba mniej groźna od „chinki”?
Ale wracamy do Polski.
Gdy pojawił się pisowski projekt „głosowania korespondencyjnego”, nagle (?) uaktywnił się Jarosław Gowin, szef „Porozumienia” (!), jeden z koalicjantów Zjednoczonej Prawicy, który rzucil pomysł taki – zmieniamy Konstytucję, wybory przesuwamy o dwa lata, kadencja prezydenta wynosić będzie teraz 7 lat, ale jednorazowo! Czyli prezydentowi Dudzie gwarantujemy dwa lata jeszcze, ale jednocześnie jego ewentualną drugą kadencję (razem 10 lat!), uniemożliwiamy.
PiS to poparł niby (czego się nie robi dla Polski!), ale jest to nie tylko „naprawdę” niekonstytucyjne, ale „po ludzku” idiotyczne – wyborcy wybrali prezydenta na 5 lat, z możliwością drugiej kadencji, a tu taki numer!
Jeżeli już, to taką zmianę można by zaproponować dopiero po wyborach prezydenckich, w trakcie drugiej kadencji Andrzeja Dudy, nie wcześniej!
Jak to naprawdę będzie, może się okazać już w poniedziałek, bo Sejm ma na ten temat debatować, ale na dzisiaj koncepcja „korespondencyjna” wydaje się być jak najbardziej „na czasie” - „chiński wirus” wciąż atakuje (przy okazji – podobnież w Chinach, które już niby wirusa pokonały, ponad 10 milionów abonentów nagle zrezygnowało z telefonu komórkowego – może są już w niebie?), nikt tak naprawdę nie wie, kiedy to się skończy, a żadnej gwarancji nie ma, że do jesieni.
Do 10 maja czasu zbyt dużo już nie ma, ale gdyby Sejm przyklepał to już w poniedziałek, a Senat (bo „marszałek koperta” ma do „kopertowego” systemu urazę!) przetrzymał to nawet 30 dni, to ustawa mogłaby „wejść w życie” już 6 maja.
A wybory 10 maja!
Zabraknie czasu na wysłanie, odbiór i odesłanie kopert z głosami.
Może jednak Senat się opamięta i puści to w trybie nagłym?
Patrząc na fizys i maniery „marszałka koperty”, za bardzo bym na to nie liczył.
Co prawda PiS może „pokombinować” ze stanem nadzwyczajnym (o tym myślałem „powyżej”) i termin wyborów odwlec na przykład o miesiąc, co pozwoliło by we wszelkich terminach się zmieścić, ale czy na to pójdzie?
Pożyjemy, zobaczymy, ale sprawa jest nad wyraz poważna – a takiej paskudnej opozycji nie ma w całej Europie, a może i świecie!
Czym Polska sobie na takie „totalne świństwo” zasłużyła?
Wiem, wiem – 123 lata zaborów, dwie wojny światowe, 5 lat okupacji niemieckiej, 45 lat okupacji sowieckiej, 30 lat „wolności” pod egidą „różowych i czerwonych” (Unia Wolności, PZPR) – ale jak długo można Polaków tłumaczyć „trudną przeszłością”?
Przecież dzisiaj dla wszystkich powinno być jasne – Prawo i Sprawiedliwość idealne wprawdzie nie jest, ale „oczywistą oczywistością” jest, że Platforma, wciąż dla jaj zwana Obywatelską oraz wszelkie obecne „popłuczyny po PZPR” (SLD, teraz dla jaj zwane Nowa Lewica, ZSL, wciąż dla jaj zwane PSL, czy Konfederacja, wciąż dla jaj zwana prawicową), które nigdy nic dobrego dla Polski nie zrobiły – już dawno wyrzucone powinny być na „śmietnik historii”!
Ale wciąż żyją, mało tego – bezczelnie swe wraże łby podnoszą, pouczają nas, a nawet grożą, ponownie Polskę chcąc zbawiać!
Cały czas twierdziłem, że Polacy idiotami jednak nie są – czyżbym się mylił?
Jedno zdanie o Unii Europejskiej na koniec – to już chyba jej koniec!
Ta banda europejskich biurokratów już zupełnie zatraciła resztki przyzwoitości, domagając się od Polski, by ta „rzetelnie informowała” o zaangażowaniu UE w „zwalczaniu pandemii koronawirusa”!
Polska powinna zatem „rzetelnie poinformować” wszystkich - nic dobrego tu nie zrobiliście, unijni „biurokratyczni debile”!
Do zobaczenia.

sobota, 7 września 2019

B.N. 61/19. CO Z TĄ UNIĄ EUROPEJSKĄ?

Motto:
Stara Europa się sypie,
Powoli pada na pysk!
Stara Europa się sypie,
Polska to jedyny jej zysk?
/ sąsiad – poeta /

Witam.
W Polsce jest OK – Prawo i Sprawiedliwość w formie, Totalna Opozycja w totalnym rozkładzie, więc czas na kilka słów o Unii Europejskiej.
Naprawdę kilka słów, bo podobno moje notki są „za długie” - a jak „mówią znawcy”, jaki internauta czyta dzisiaj coś ponad tytuły?
Unia Europejska, choć lat ma już kilkadziesiąt (rok 1952, Europejska Wspólnota Węgla i Stali, rok 1958, Europejska Wspólnota Gospodarcza!), oficjalnie (?) powstała 1 listopada 1993 roku, na mocy podpisanego rok wcześniej Traktatu z Maastricht. Obecnie skupia 28 „demokratycznych państw europejskich”, a Polska, w grupie 10 państw (największe wejście w historii!), weszła do Unii w roku 2004, a jako ostatnia doszlusowała Chorwacja w roku 2013 i teraz mamy właśnie państw 28.
Wszystkim, którzy tak podniecają się „pierwszym wyjściem z Unii” (Wielka Brytania!), przypomnijmy – w roku 1985 EWG opuściła Grenlandia, „autonomiczna część” Danii!
I jeszcze jedna „ciekawostka przyrodnicza” - tak naprawdę, jako „organizacja międzynarodowa”, Unia Europejska prawnie funkcjonuje od 1 grudnia 2009 roku – do czego zatem, do diabła, w tym 2004 wstąpiliśmy?
No, ale w końcu wstąpiliśmy i jesteśmy „członkiem” tej naszej kochanej Unii.
Tylko, że ta „nasza kochana Unia” za bardzo nas nie kocha!
Co prawda w maju 2019 odbyły się kolejne wybory do „europarlamentu” (z Europy 751 posłów, z Polski 52 – PiS 45 procent!), i za bardzo „rewolucyjne” nie były, ale jednak – tzw. lewactwo trochę osłabło, a „nowy europarlament” powinien być nieco bardziej strawny dla „prawicowców normalnych”, ale to dopiero będzie – wrzesień, październik?
A tymczasem „stara” Komisja Europejska wciąż działa, choć wydawałoby się, że powinna „pakować walizki” (każdy szanujący się organ w takiej sytuacji /nowe wybory!/ by to uczynił!) i dać sobie spokój – niech „nowi” działają!
Ale takie pojęcia jak dotychczasowa „Komisja Europejska” i „Przyzwoitość” - to oksymoron!
A jeśli dodamy tu szefa Komisji - „pijak” Juncker, a zwłaszcza jego zastępcę - „Młot” Timmermans, to oksymoron ten nabiera siły podwójnej!
Juncker powoli odchodzi w niebyt, i Bóg z nim, ale Timmermans wciąż, jak „inni szatani”, „jest tu czynny” – a jego nienawistna, paskudna, zajadła, rasistowska, ksenofobiczna i trudna wprost do zrozumienia „antypolska działalność” ciągle ma miejsce!
Mało tego – samorządowi „antypolacy” z Gdańska dali mu nagrodę!
Ostatnio, podczas kolejnej „dyskusji” na forum KE (miała podobnież dotyczyć Węgier!), porównał działania obecnego polskiego rządu do „działań rządów europejskich dyktatur w latach 30-tych ubiegłego stulecia”, czyli do rządów Mussoliniego we Włoszech i Hitlera w Niemczech!
I taki „gnojek, kłamca i debil” jest wiceprzewodniczącym KE i mało tego, ma być nim również w nowej kadencji?
Tu mały nawias – podczas tej „dyskusji” europosłowie „totalnej opozycji” chóralnie „nadawali na Polskę” i gnojka Timmermansa popierali, a „jedynie prawdziwe” były słowa posłanki PiS Beaty Kempy:
Przeżyliśmy komisarzy sowieckich i zapewniam, że przeżyjemy również i Pana”!
Tu mocna uwaga do Ursuli von der Leyen (Niemki!), nowej, przyszłej szefowej Komisji Europejskiej – jeżeli ten paskudny i politycznie zdemoralizowany holenderski, lewacki „Młot” pozostanie u Pani „wiceprzewodniczącym”, to straci Pani moralne i polityczne prawo do bycia „przewodniczącym”!
Mówiłem już tutaj nieraz, że tylko Polska (jak w roku 1920 – gdy uratowała Europę przed „zalewem komunizmu” (Bitwa Warszawska!), czy w roku 1683 – gdy uratowała Europę przed „zalewem muzułmańskim” (Bitwa Wiedeńska!)), może uratować Europę.
No bo kto inny?
- Niemcy, którzy sami już „bokami robią” pod „muzułmańskim zalewem” (ostatnio właśnie „Niemcy” pobili tam „niemieckiego policjanta”, bo „rysy i nazwisko” miał „mało niemieckie”!), gdzie „żelazna” wydawało się kanclerz Merkel mocno już „zardzewiała” i do politycznej emerytury się szykuje?
- Francja, która od roku już ponad chyba walczy z „żółtymi kamizelkami” (tu „Młot” Timmermans problemu nie widzi, gdy francuska policja ich leje po pyskach!), a prezydent „Kogucik” Macron „udaje Greka” i o demokracji opowiada, gdy ta sama policja do wielu dzielnic Paryża samego nie tylko za dnia boi się wejść?
- Włochy, które szansę na odnowę (Salvini!) miały, ale przy pierwszej okazji „podkuliły ogon pod siebie” i lewacko – lewacką koalicję wybrały?
- „Skandynawia” cała, która ledwo już swe „europejskie wartości” pod ciężarem „umiłowanych uchodźców” znosi, którzy nie tylko obchodów „Bożego Narodzenia” jej oszczędzą, ale „własne zwyczaje” wprowadzą?
- Wielka Brytania, która nadal nie wie „czy wyjść, czy zostać”, która na premiera wybrała sobie „podróbkę Trumpa”, a sama wciąż ugina się (przypomnijmy sobie „żołnierzy z poderżniętym gardłem”, w biały dzień, na ulicy!), pod „kolorowym zalewem”?
Doprawdy, nie – tylko Polska!
Może z „niewielką pomocą przyjaciół” Węgrów – bo kto inny jest wstanie Europie pomóc?
Może pomoże i nowa Komisja Europejska, ale to „melodia przyszłości” i bardzo niepewna – kto wie, co tak naprawdę z tego wyjdzie?
Reasumując – jedynym prawdziwym i niezawodnym „zbawicielem Europy” może być dzisiaj tylko Polska.
Ale czy Europa pozwoli się zbawić?
Do zobaczenia.