Motto:
„Choć droga niedaleka,
nie dojdziesz, jeśli do celu nie zmierzasz”.
/ chińskie /
Witam.
No i stało się –
wyborów w dniu 10 maja nie będzie!
Panowie Kaczyński i Gowin
„doszli do porozumienia” i ogłosili „nowe otwarcie” - wybory
10 maja się nie odbędą, a „po przewidywanym” stwierdzeniu
przez Sąd Najwyższy nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia,
marszałek Sejmu ogłosi nowe wybory „w pierwszym możliwym
terminie”. Wybory mają odbyć się korespondencyjnie.
Jak wynika, na pierwszy
rzut oka, z tego tekstu, wybory mogą się odbyć gdzieś na
przełomie czerwca i maja, może w połowie czerwca, co gwarantowałoby
zakończenie „procesu wyborczego” przed dniem 6 sierpnia, kiedy
kończy się kadencja obecnego prezydenta.
Bo przecież, gdyby tak
się nie stało, to mamy horror prawdziwy – Polska bez Prezydenta!
Ale, na drugi rzut oka,
sprawa już tak prosta nie jest - wystarczy sprawdzić wszelkie
wynikające z tej sytuacji „terminy” (Państwowa Komisja
Wyborcza, Sąd Najwyższy, protesty wyborcze, znowu SN, Senat, Sejm,
Prezydent, znowu PKW i inne takie!), a dodać trzeba sprawę
równie ważną – jeżeli mają to być „nowe wybory”, to mamy
„cyrk stulecia” – nowi kandydaci, nowe zbieranie podpisów,
nowa kampania wyborcza, nowe pieniądze, czyli „nowe wszystko” -
a to „wszystko” nie zakończy się przed 6 sierpnia!
„Opozycja Totalna” za
wszystko to obwinia Prawo i Sprawiedliwość, choć „oczywistą
oczywistością” jest, że za „brak wyborów” w terminie
konstytucyjnym, czyli majowym, odpowiada ta właśnie „opozycja
totalna”, która zawsze i wszędzie była przeciw tym wyborom
(marszałek „Koperta” Grodzki w dniu „otrzymania” przez Senat
ustawy o wyborach, czyli 6 maja, stwierdził – najważniejsze jest,
by wybory te się nie odbyły!) i tutaj zacytować by można setki
wypowiedzi polityków „opozycji totalnej” (od Budki do M K-B!).
że wybory w dniu 10 maja odbyć się nie mogą - ale kto by te 10
stron przeczytał?
Tak nawiasem – dzisiaj
mamy 75 rocznicę zakończenia (w Europie) II wojny światowej,
największej „apokalipsy wieku 20-tego” – niemieccy
hitlerowscy naziści akt ten podpisali, ale – w wyniku tej
„kapitulacji III Rzeszy” Polska znalazła się w „orbicie
wpływów” (przy dużej współpracy „aliantów” oraz „polskich
i radzieckich komunistów”), Związku Socjalistycznych Republik
Radzieckich (Rosji!), który to ZSRR na 45 lat Polskę zawłaszczył
i niepodległości pozbawił!
A dzisiaj tacy tego
„zawłaszczenia” sk... synowie, jak Miller, Kwaśniewski,
Cimoszewicz czy Czarzasty (obecny szef „nowej Lewicy”, pogrobowcy
PZPR!), pouczają nas, co to jest demokracja, a bezczelność ich
granic nie ma żadnych – rządy PiS-u porównują do rządów PZPR,
licząc na głupotę i „niepamięć” Polaków, że były to ich
rządy!
A jeżeli takie „tuzy
totalnych” jak:
Borys „Gomułka”
Budka, szef Platformy, wciąż dla jaj zwanej Obywatelską, mówi o
przyzwoitości (Boże, widzisz, a nie grzmisz?), kandydat Hołownia
mówi – a jeżeli SN nie powie tak, to Kaczyński powie „sorry
Gowin”, wybory będą 23 maja, kandydatka M. K-B – w wyborach
wezmę udział, ale w kopertowym plebiscycie nie, a czołowy
„prawniczy autorytet” totalnych prof. Piotrowski mówi w TVN 24,
że „Trybynał Konstytucyjny nie ma kompetencji”, a w Sejmie -
„wniosek pani marszałek spełnia wszelkie wymogi formalne” - to
już nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać – wszak wszelkie
ich „prawnicze wyznania” zależą tylko od jednego - „pasuje to
nam aktualnie, czy nie”?
Pisałem już tutaj (patrz
poprzednie B.), że daty wyborów nie wymyślił PiS, ale wynika ona
wprost z polskiej Konstytucji – muszą się one odbyć pomiędzy
100-tnym a 75-tym dniem przed końcem kadencji urzędującego
prezydenta – a ostatni taki dzień wypada 23 maja 2020!
I tu wracamy do wstępu –
umowy „Prezesa z prezesem”!
Jeżeli „opozycja
totalna” wykorzysta wszelkie dostępne „prawnie” możliwości
(a dlaczego, znając tych chłopców, nie miałaby ich wykorzystać?),
to wybór prezydenta RP na podstawie „aktualnej wiedzy”, jest w
terminie „prezydenckim”, czyli przed 6 sierpnia, faktycznie
niemożliwy.
Piszę „faktycznie”,
bo wg mnie cały czas możliwa jest „wersja podstawowa” - wybory
w dniu 23 maja!
Należy powiedzieć „sorry
Gowin”, wykorzystać pytanie Marszałka Sejmu do TK i spodziewaną
odpowiedź (wszak TK marginesu zbyt wielkiego tu nie ma!) i
zarządzić wybory „zwykłe” na 23 maja 2020!
Co do „sorry Gowin” -
tu Gowin musi „położyć uszy po sobie”, bo „tak wiele już
dokonał” i spokojnie zarządzenie to musi przyjąć – ciesząc
się, że nikt go nie „zresetował” jeszcze i równie wiele
„dokonać jeszcze” będzie mógł!
Co do wyborów „zwykłych”
- wszak jeżeli dzisiaj miliony Polaków mogą swobodnie „dokonywać
zakupów” w Biedronce, czy innych Lidlach takich, jeżeli mogą
„spacerować, biegać czy na rowerach jeżdzić”, jeżeli mogą
tysiące paczek z Poczty Polskiej czy „firm kurierskich”
codziennie odbierać, to sprawa jest jasna – na wybory też mogą
spokojnie pójść!
Innym problemem jest
„antypolskie” działanie samorządów, zwłaszcza tych z
„wielkich miast” (Warszawa, Poznań, Kraków, Wrocław, Gdańsk,
czy inne takie „obywatelskie”), które „danych wyborców”
udostępnić nie chcą, a „komisji wyborczych” nie zorganizują w
„obronie ich członków” przed „zarażeniem” - tu wkroczyć
musi „państwo polskie”, wyznaczając swych „komisarzy”, a
„samorządowców” pod odpowiednie paragrafy odsyłając!
I podobnie „najwyższa
kasta” (szefowie „polskich sędziów”) - najbardziej
antypolskie (od czasów Konstytucji III Maja co najmniej), „polskie”
stowarzyszenie!
Pisałem tu po wielekroć
- „najwyższa kasta” to największy wróg „dobrej zmiany”!
Jesteśmy w trakcie prac
nad „wyborem I prezesa Sądu Najwyższego”, a nominowany na to
stanowisko (przez Prezydenta RP!), sędzia Kamil Zaradkiewicz (wg
„totalnych sędziów” wcale nie sędzia!), czyli po. Prezesa,
wybory te zarządził.
Brak tu czasu i miejsca na
„totalne zarzuty” wobec po. Prezesa (patrz Gazeta Wyborcza,
czyli GW-no!, oskarżające go o „homoseksualizm”), ale warto
spojrzeć na stanowisko „władz LGBTi Q” w tej sprawie – bo
sprawa ta dla wodzów LGBT i Q jest prosta – jeżeli „pedał”
jest nasz, to bronić go musimy „do oporu”, ale jeżeli „pedał”
ten jest „pisowski”, to już raczej „niekoniecznie”!
Jaki będzie „sędziowski
wybór”, nie wiemy – ale wciąż można mieć nadzieję, że nie
będzie to żaden „pokomunistyczny” sędzia z „najwyższej
kasty”?
A sprawa nie jest wcale
tak oczywista - „Prawnicy z całej Europy”, czyli lewackie
stowarzyszenie „obronców demokracji”, wzywa - „Kontrolę nad
polskim SN próbuje przejąć partyjny funkcjonariusz” - czyli, po
naszemu, mówiąc wprost, gość, którego my nie akceptujemy!
Faktycznie – zarówno
„polskie władze sądowe”, jak i „europejskie władze sądowe”,
jak najszybciej, koniecznie, do wymiany – bo jeżeli tu nic się
nie zmieni, to nic nie zmieni się nie tylko w Polsce, ale i w
Europie – a tak dłużej być nie może!
(TSUE – sędziowie są
tu mianowani przez „krajowych” polityków – do szybkiej
wymiany!).
Bo Europa wciąż jeszcze
chyba chce być Europą?
Tak do końca to wciąż
nie wiadomo!
Na pewno Polska chce być
Polską, ale czy Europa (muzułmański najazd, który właśnie się
budzi – wszak zachodnia Europa „koronowirusa” już pokonała?),
wciąż chce być Europą?
Nie można pisać za
długo, wszak nikt wtedy tego nie przeczyta, ale sprawa jest ważna
- czy możemy się godzić, my, Europejczycy, a zatem i Polacy, na
lewacką „europejską definicję” tzw. „lewackiej
przyszłości”?
Na pewno nie.
Polska musi być krajem
niepodległym, Europa musi być „związkiem krajów suwerennych”,
a Świat musi być „związkiem krajów równych” - inaczej
będzie „po ptokach” - bo żadne UE, czy OBWE, czy NATO, czy
OPA, czy WNP, czy ASEAN, czy LPA, czy AU, czy G8 (ko wie, co to
wszystko jest?), nam tego nie zagwarantuje, jeżeli sami (UE w
wykazie internetowym największych nie było!), do tego dążyć nie
będziemy!
Czyli – Polska musi być
krajem suwerennym, niepodległym i samostanowiącym – a jeżeli
komukolwiek to się nie podoba, to „kij mu w oko”.
Bo Polska musi być!
Do zobaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Biuletyn / biały, bardzo biały /